Ponieważ Nibylandia się rozrosła troszeczkę znalazła sobie nowe miejsce 🙂 Znajdziecie ją pod adresem www.Nibylandia.net  zapraszam i pozdrawiam Sinobrody

Skomentuj

(Nie)koniecznie bajeczne spotkania

Działo się to wszystko w 4 ścianach milczenia, zwanego naszą nierozwagą. Trzech może czterech ich było, zamaskowane twarze, w powietrzu wisi groźba. Spod chust widać tylko oczy, niczym u drapieżnika na łowach. I Ty siedzisz wygodnie na otomanie, choć widzę że na twej twarzy drga mięsień zmartwienia. Wycofuję się delikatnie do wnęki, widzę błysk zimnej stali. Gra w moich dłoniach, czerwień na podłodze i szmer twojego wyjscia. Wyskoczyłaś niczym ptak, swobodnie zjeżdzając po linie zdumienia moich przeciwników.

Skomentuj

Pustynna burza i inne wypady

Stare mury, jak ja lubię takie klimaty. Spora grupka akolitów zebarana przed salą treningową. Sala była sporej wielkości wręcz potężna i przygniatająca swym majestatem. Była przepotężna. A w środku w niej pustynia. I różne niespodzianki, z którymi przyszlo się nam mierzyć. Ten kto wyszedł cało mógł iść dalej. Cały zas w pobliżu mnie kręci się młoda dziewczyna, lekko zlękniona, czujna, mała wojowniczka. Wyszliśmy z treningu cali, ale nie było dane nam odpoczać. Mrugnięcie oczu i znaleźliśmy się w lesie. Wzgórza wiele w sobie kryły, a drzewa tego nie opowiedzą. Staliśmy grupą, część się rozpierzchła po lesie. Zostaliśmy w pare osób sami, zasłuchani w szum, spokój, który mógł być tylko złudzeniem. Stojąc luźno widzę gościa przy motorze, a TY stoisz gdzieś obok, czujesz się bezpieczniejsza przy moim boku. Gdzieś niedaleko stroszy piórka młody kogucik. Chłopak młody i dumny, i jednocześnie zazdrosny. Ryk silnika zagłusza myśli, widzę iżślizga się kołem po zboczu stoku. I nic sobie z tego nie robi, chce bym go widział, próbuje zwrócić na siebie moją uwagę. Kątem oka dostrzegam błysk stali. POdchodzę bliżej i widzę ze temu gościowi wypadło stare potężne ostrze. Zardzewiałe przez czas, nic nie straciło ze swej grozy. Podchodzi do niego bierze w dłoń i warzy jego mordeczy potencjał. Już za chwile rysuje koło wokól koła motoru, prężąc się niczym młody byk. Staje i wyrzuca ostrze daleko by pochwalić się swoją siłą i celnością. Jednak nie robi to na mnie wrażenia, Po prostu ignoruje gościa. Nie był wart mojej uwagi. Do ciebie też się nie zbliży…

Skomentuj

Stara szafa w tle…

Praca żadko kiedy przynosi odpoczynek, zaś najczęściej zmęczenie. Jakiekolwiek by nie było. Ale też niezaprzeczalnie potrafi przynieść satysfakcję. Co do tego nie ma wątpliwości. Ale różnie z tym wszystkim bywa. Huk, znój, brud, i smród, najczęstsze uciążliwości 😉

Pstryk

Szedłem ulicą sobie zwyczajnie, jak codzień obserwując dzień. Był spokojny, jak ostatnio zawsze, nic szczególnego nie wzbudzało moich emocji, ale był za cichy. Hmm, to było najbardziej podejrzane. Idę koło kiosku ruchu, a co mi tam zajrzę sobie do środka. Dwie osoby które tam siedziały spojrzały bacznie, pierwszej nie znałem, i była mi zupełnie obojętna. Druga natomiast… Hmm… W wyrazie jej oczu dostrzegłem to co czułem od dawna. Bez słowa odszedłem od kiosku, kierując się w kierunku budynków. Szedłem powoli z zastanowieniem. Czułem na sobie Twój wzrok.. Tak wiele słów, gdzieś pobiegło obok, choć tak naprawdę nie zostały wypowiedziane.  Głębi, która się kryła za zasłoną powiek, mówiła tak wiele.. 

Stara kuchnia, prosto urządzona, choć to tak naprawdę nie miało znaczenia. Parę słów, propozycja posiłku, wiem iż nie byłem intruzem. Po krótkiej acz znamiennej wymianie słów, zdaliśmy sobie sprawę z siły intencji, która tak naprawdę nigdy nie była odgadniona.

I tak zastał mnie ranek. Słoneczny jak moje nastawienie…

Skomentuj

Znamy się tylko z widzenia…

Jakże tak prosto powiedzieć, znamy się tylko z widzenia, nic nas nie łączy, a jednak między nami jest tak wiele. Tylko co to jest?? Niepewność? Czy może rumieniec nieśmiałości? A może dreszczyk zazdrości? Jakkolwiek to nazwał, i tak to jest tylko złudzeniem. Bo dopóki się nie przełamiemy nigdy się nie dowiemy. A tak spotykamy się w przelocie, to tu i tam, z jednego przyjęcia na drugie, spod deszczu pod rynne. Przelotne spojrzenie, uśmiech, skradzona przypadkiem chwila. Choć wyrywamy się okowom nieznanego, nigdy tak naprawdę się to nie uda, być może tego nie chcemy? Przelamanie przynosi zdziwienie, zaskoczenie, szok. Jak elektryczny szok, co razi nas znienacka. Po ochlonięciu bolą nas mięśnie, niedowierzanie ustępuje uldze. I tak było z nami… Cień rozświetliły promienie nieskrywanego uśmiechu. Ulga z zerwanych okowów. Wdzięczność za ratunek. Łączy nas tak wiele, choć znamy się tylko z widzenia…

W górę i w dół, chuśtawka nastrojów, a może to winda, a mnie się wydaje że płynę w sztromowej pogodzie. To jednak winda wiezie mnie w góre, zamroczenie chwilowo ustępuje ostrości. Próbuję przypomnieć sobie po co jadę i gdzie jadę, w jakim celu. Te rozważania okazały się zbyt trudne jak na ten moment, i czekałem na rozwiązanie, gdzie mnie zaprowadzi los. Okazało się to mieszkanie, gdzieś na wysokości, tylko po co? W powietrzu wisiała dziwna atmosfera, lęku, siły i zaskoczenia. Rozglądam się powoli, staram się przeszyć wzrokiem mrok. Ktoś stoi w kącie, widzę jakiś cień, Boi się bym go nie dostrzegł, choć po chwili oczekiwania, wychodzi z podniesionym czołem. Nie był wysoki, zaskoczony moim spokojem. Czuję jego nieufność, a po krzyżu chodzą mi mrówki, coś tu nie gra. Jest to jedna wielka podpucha. Obracam się na pięcie i wychodzę z pomieszczenia. Wsiadam z powrotem do windy, ale zamiast w dół, jadę do góry. tam będzie bezpieczniej, wygodniej… Mrówki narastają, spinam się w sobie, gotowy. Jednocześnie gdzieś w okolicach splotu słonecznego czuję rozpierającą mnie energię. Rośnie wraz z pokonywanymi piętrami. Jednocześnie moja pewność siebie rośnie razem z wysokością. Na końcu drogi jak zwykle nie czeka to czego się spodziewany. Było zupełnie inaczej. Companion stanął przy boku i razem zaczeliśmy stawiać czoła nieznanemu….

Skomentuj