Znamy się tylko z widzenia…

Jakże tak prosto powiedzieć, znamy się tylko z widzenia, nic nas nie łączy, a jednak między nami jest tak wiele. Tylko co to jest?? Niepewność? Czy może rumieniec nieśmiałości? A może dreszczyk zazdrości? Jakkolwiek to nazwał, i tak to jest tylko złudzeniem. Bo dopóki się nie przełamiemy nigdy się nie dowiemy. A tak spotykamy się w przelocie, to tu i tam, z jednego przyjęcia na drugie, spod deszczu pod rynne. Przelotne spojrzenie, uśmiech, skradzona przypadkiem chwila. Choć wyrywamy się okowom nieznanego, nigdy tak naprawdę się to nie uda, być może tego nie chcemy? Przelamanie przynosi zdziwienie, zaskoczenie, szok. Jak elektryczny szok, co razi nas znienacka. Po ochlonięciu bolą nas mięśnie, niedowierzanie ustępuje uldze. I tak było z nami… Cień rozświetliły promienie nieskrywanego uśmiechu. Ulga z zerwanych okowów. Wdzięczność za ratunek. Łączy nas tak wiele, choć znamy się tylko z widzenia…

W górę i w dół, chuśtawka nastrojów, a może to winda, a mnie się wydaje że płynę w sztromowej pogodzie. To jednak winda wiezie mnie w góre, zamroczenie chwilowo ustępuje ostrości. Próbuję przypomnieć sobie po co jadę i gdzie jadę, w jakim celu. Te rozważania okazały się zbyt trudne jak na ten moment, i czekałem na rozwiązanie, gdzie mnie zaprowadzi los. Okazało się to mieszkanie, gdzieś na wysokości, tylko po co? W powietrzu wisiała dziwna atmosfera, lęku, siły i zaskoczenia. Rozglądam się powoli, staram się przeszyć wzrokiem mrok. Ktoś stoi w kącie, widzę jakiś cień, Boi się bym go nie dostrzegł, choć po chwili oczekiwania, wychodzi z podniesionym czołem. Nie był wysoki, zaskoczony moim spokojem. Czuję jego nieufność, a po krzyżu chodzą mi mrówki, coś tu nie gra. Jest to jedna wielka podpucha. Obracam się na pięcie i wychodzę z pomieszczenia. Wsiadam z powrotem do windy, ale zamiast w dół, jadę do góry. tam będzie bezpieczniej, wygodniej… Mrówki narastają, spinam się w sobie, gotowy. Jednocześnie gdzieś w okolicach splotu słonecznego czuję rozpierającą mnie energię. Rośnie wraz z pokonywanymi piętrami. Jednocześnie moja pewność siebie rośnie razem z wysokością. Na końcu drogi jak zwykle nie czeka to czego się spodziewany. Było zupełnie inaczej. Companion stanął przy boku i razem zaczeliśmy stawiać czoła nieznanemu….

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*