(Nie)koniecznie bajeczne spotkania

Działo się to wszystko w 4 ścianach milczenia, zwanego naszą nierozwagą. Trzech może czterech ich było, zamaskowane twarze, w powietrzu wisi groźba. Spod chust widać tylko oczy, niczym u drapieżnika na łowach. I Ty siedzisz wygodnie na otomanie, choć widzę że na twej twarzy drga mięsień zmartwienia. Wycofuję się delikatnie do wnęki, widzę błysk zimnej stali. Gra w moich dłoniach, czerwień na podłodze i szmer twojego wyjscia. Wyskoczyłaś niczym ptak, swobodnie zjeżdzając po linie zdumienia moich przeciwników.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*